Kiedy mamy do podjęcia decyzje, to myślimy nie tylko o sobie, ale – świadomie lub nie – bierzemy pod uwagę publiczność, która będzie tej decyzji towarzyszyć. Publicznością mojej decyzji byli absolutnie wszyscy ludzie, których znałam, a było to w momencie, w którym postanowiłam, że będę działać na swoim i nie będę już pracować na etacie, a tym samym – biorąc pod uwagę oczywiste dla mnie warunki rynkowe – pojawię się intensywniej niż dotychczas i nie tylko prywatnie, w mediach społecznościowych. W 2016 r. nagrałam swoją pierwszą pogadankę do kamery telefonu, niezwiązaną z prezentacją na konferencję czy ze szkoleniem, co dotychczas zdarzało mi się już robić. Autopromocja, publiczność tej decyzji była… przytłaczająca.
Dział: Strefa szefa
Rok 2026 przynosi nowy rodzaj wypalenia. Taki, którego nie wychwytują klasyczne modele Maslach, badania zaangażowania, a nawet ankiety well-beingowe. Taki, którego nie widać w statystykach absencji i nie pojawia się w raportach dotyczących rotacji pracowników. Jest nowy i inny od tego, który znamy, ponieważ nie daje wyraźnych sygnałów.
Wiosna od lat jest sezonem zmian zawodowych. Po miesiącach zimowego „przetrwania” przychodzi moment refleksji: czy to miejsce nadal jest dla mnie, czy chcę czegoś więcej, czy stać mnie na zmianę. W tym czasie aktualizujemy CV, chodzimy na rozmowy, negocjujemy warunki. Skupiamy się na wynagrodzeniu, stanowisku, elastyczności pracy, modelu współpracy. Znacznie rzadziej na tym, co znika razem z wypowiedzeniem.
„Mam najlepszy zespół sprzedaży w branży. Przeszkoleni, zmotywowani, doświadczeni. A wyniki? Teraz jest trudna sytuacja, konkurencja jest agresywna […]”. Takie rozmowy często odbywam z właścicielami firm czy szefami sprzedaży.
Handlowcy lubią słowa. Słowa da się zapisać w CRM, można je też zacytować na tygodniowej odprawie. „Klient powiedział, że wróci do mnie w przyszłym tygodniu”, „Klient jest zainteresowany”, „Klient musi tylko to przegadać z osobami decyzyjnymi”. Problem jednak polega na tym, że w sprzedaży słowa klientów często nie są opisem przyszłości, tylko opisem chwili. A chwila ma inną logikę niż decyzja.
Każdy przedsiębiorca zna to uczucie: wszystko działa dobrze, firma rośnie, a dzień jest wypełniony zadaniami od rana do wieczora. I właśnie wtedy, w tym pozornie spokojnym momencie, wystarczy jedno niespodziewane zdarzenie, żeby cały plan runął. W biznesie nie zawsze decydują wielkie kryzysy – często są to małe, losowe sytuacje, które potrafią zatrzymać firmę na wiele dni. Dlatego o ubezpieczeniach warto myśleć nie wtedy, gdy już coś się stało, ale dużo wcześniej.
Styczeń to dla wielu firm wciąż czas licytacji – urośnijmy w Nowym Roku dwukrotnie albo nawet trzy razy. I choć plany są ambitne, to często nie wynikają z analizy potencjału i możliwości rynkowych. Jednak nie to jest największym zagrożeniem dla ich realizacji, lecz brak operacjonalizacji tych planów i brak przejęcia przez zespół sprzedaży odpowiedzialności za cel. Czy można z tym coś jeszcze zrobić, aby ambitne wyniki zostały dowiezione? Co zrobić, aby nie odkryć w marcu, że pierwszy kwartał minął, a firma wciąż jest w tym samym miejscu?
Od wielu już miesięcy automatyzacje, sztuczna inteligencja (AI) czy roboty pojawiają się w naszej codzienności. W przestrzeni medialnej te słowa w kontekście marketingu i sprzedaży odmieniane są przez wszystkie przypadki. Istnieje nawet narracja, że praca np. SDR’ów (Sales Development Representative – osoby odpowiedzialne za pozyskiwanie nowych leadów) można w 100% zastąpić AI. Czy tak rzeczywiście jest? Czy jako ludzie sprzedaży powinniśmy się tego bać? A może to ogromna szansa dla nas, aby działać skuteczniej i szybciej niż konkurencja?
Nowoczesna rekrutacja łączy technologię z ludzkim podejściem. Automatyzacja procesów, testy kompetencyjne i analiza danych pozwalają podejmować trafniejsze decyzje, jednocześnie dbając o pozytywne doświadczenia kandydatów. To przykład, jak innowacje mogą wspierać relacje i rozwój organizacji.
Od kilku lat obserwuję powtarzający się schemat: firma kupuje modne narzędzie AI, a potem szuka dla niego sensownego zastosowania. Zmieniając kolejność kroków, można uniknąć większości błędów. W praktyce nie chodzi o „wdrażanie AI”, tylko o rozwiązywanie realnych problemów biznesowych, przy okazji których sztuczna inteligencja bywa najlepszym środkiem do celu. Dlatego kiedy pracuję z zarządami, zawsze zaczynamy od brutalnie szczerej diagnozy: gdzie dziś ucieka wartość, co najbardziej spowalnia ludzi i procesy, co możemy zmierzyć i zweryfikować w krótkim czasie. Jeśli nie potrafimy odpowiedzieć na te pytania w języku rachunku wyników i cash flow, nie jesteśmy gotowi na AI, nawet jeśli mamy świetnych inżynierów i duży budżet.
Zmysł biznesowy to coś więcej niż znajomość Excela i przepisów. To umiejętność, która pozwala podejmować trafne decyzje, rozumieć kontekst i mówić językiem biznesu. Brzmi ogólnie? To zaraz będzie bardzo konkretne.
Nadchodzi rok 2026 a wraz z nim pakiet zmian w Ordynacji podatkowej, który według zapowiedzi ma poprawić relacje między podatnikami i organami podatkowymi oraz zwiększyć efektywność działania organów. Czy jednak deklarowane „uproszczenia” rzeczywiście przyniosą ulgę polskiemu biznesowi, czy raczej zaserwują kolejną porcję biurokratycznej finezji? Przyjrzyjmy się temu, co czeka przedsiębiorców.