Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

18 września 2020

NR 29 (Wrzesień 2020)

MULTITASKING: RECEPTA NA SUKCES CZY CHOROBA NASZYCH CZASÓW?

22

Gdzie nie spojrzymy, w oczy rzucają się nam nagłówki krzyczące: Zwiększ swoją efektywność! Sprawdź, jak wykonywać kilka czynności jednocześnie! Trenuj swoją podzielność uwagi! Świat pędzi do przodu, a my próbujemy za nim nadążyć. Czy zatem multitasking naprawdę 
jest sprawdzoną receptą na sukces, a my jesteśmy skazani na koncentrowanie się na siedmiu zadaniach jednocześnie, żeby dotrzymać kroku otaczającej nas gonitwie? Niekoniecznie.

Multitasking: łatwiej powiedzieć niż zrobić

Pisałam ten artykuł dobrych kilka dni, za każdym razem – bardziej lub mniej świadomie – mając inne zadanie do wykonania „w tle”. Czasem było to planowanie dla klienta strategii w social mediach, dokończenie dużej oferty czy pilne tłumaczenie tekstu, a innym razem widmo ważnej rozmowy, do której powinnam się przygotować, kiedy tylko napiszę „jeszcze kilka zdań”. Wynik? Te kilka zdań nie nadchodziło, liczba zadań do zrobienia i wyskakujących powiadomień rosła, a ja – coraz bardziej zestresowana – utwierdzałam się w przekonaniu, że coś tu nie gra. Postanowiłam więc przyjrzeć się temu głębiej i sprawdzić, czemu tak się dzieje i czy to ze mną i moją listą zadań jest coś nie tak, czy też zdanie „muszę być bardziej efektywna!” za bardzo zadomowiło się w mojej głowie. Jeżeli więc czytając ten artykuł jednocześnie przeglądasz Facebooka, robisz zaległe notatki ze spotkania albo oglądasz film, zdradzę Ci sekret – nie tędy droga! 

POLECAMY

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim wykazały, że wielozadaniowość ogranicza zdolność ludzkiego mózgu 
do przyswajania informacji. Naukowcy z Londynu zgadzają się z kolegami zza oceanu: oni również odkryli, że mutlitasking zmniejsza nasze umiejętności poznawcze. Jeżeli na dłuższą metę pracujemy nad kilkoma zadaniami jednocześnie, nasz mózg zachowuje się jak mózg osoby po nieprzespanej nocy, a IQ może spaść nawet o 10 punktów.

O co właściwie chodzi?

Czym jest i skąd się wziął królujący na salonach biznesowych i rozmowach kwalifikacyjnych mutlitasking? Wszystko zaczęło się w roku 1965, kiedy IBM wprowadził pojęcie multitaskingu (czy też wielozadaniowości) w odniesieniu do możliwości ich komputera. Oznaczało to po prostu, że maszyna jest w stanie przetwarzać wiele zadań w tym samym momencie. Od tego czasu minęło kilka dekad, pojęcie to stało się powszechne poza domeną IT, a wielu z nas, chcąc nie chcąc, stało się multitaskerami. 

Jest tylko jeden problem: ludzie to nie maszyny, a nasz mózg mimo swojej wspaniałości i mocy ma jednak pewne ograniczenia. Dla nas wielozadaniowość to po prostu przełączanie zadań na poziomie połączeń mózgowych.

Nawet podczas wykonywania jednego z nich zaangażowane są obie, uzupełniające się wzajemnie, półkule. Kiedy pracujemy nad kilkoma rzeczami jednocześnie, półkule muszą (a przynajmniej się starają) pracować samodzielnie – logiczne jest zatem, że wiąże się to z pewnymi ograniczeniami, a także niższą wydajnością. 

Kolejny problem z mutlitaskingiem polega na tym, że często zamiennie do wielozadaniowości używamy określenia podzielność uwagi, gdzie tak naprawdę powinniśmy mówić o jej przerzutności. Innymi słowy: nasz układ nerwowy – a co za tym idzie – my – nie wykonujemy dwóch czynności jednocześnie, a mniej lub bardziej sprawnie przełączamy się między jedną a drugą. Earl Miller, neurolog z MIT, podkreśla, że ludzie nie są przystosowani do multitaskingu: „Ludzie, którzy myślą, że wykonują wiele czynności naraz, w istocie bardzo gwałtownie przełączają się z jednego zadania na drugie. I za każdym razem, gdy to robią, ponoszą koszt poznawczy takiego postępowania”. To stwierdzenie jest zaledwie wstępem do całej palety badań i odkryć związanych z tematem multizadaniowości. Pozwolę sobie przytoczyć tylko te, które zaciekawiły mnie – zapaloną/niedoszłą mutlitaskerkę – najbardziej. 

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim wykazały, że wielozadaniowość ogranicza zdolność ludzkiego mózgu do przyswajania informacji. Naukowcy z Londynu zgadzają się z kolegami zza oceanu: oni również odkryli, że mutlitasking zmniejsza nasze umiejętności poznawcze. Jeżeli na dłuższą metę pracujemy nad kilkoma zadaniami jednocześnie, nasz mózg zachowuje się jak mózg osoby po nieprzespanej nocy, a IQ może spaść nawet o 10 punktów. Idealnie podsumował to Dave Crenshaw, autor książki The Myth of Multitasking: „Potrzebujesz o wiele więcej czasu, żeby zakończyć zadanie, robisz więcej błędów, a jednocześnie rośnie twój poziom stresu”. Skoro mowa o stresie, to warto tutaj wspomnieć, że robienie kilku rzeczy wymagających uwagi i skupienia jednocześnie zwiększa produkcję kortyzolu (hormonu stresu) oraz adrenaliny (odpowiadającej za reakcję organizmu na zagrożenie), co może nadmiernie pobudzać nasz mózg i utrudniać klarowne myślenie. 

Nie taki diabeł straszny?

Ciekawa jestem, ile z czytających to osób właśnie pomyślało: „Nie przesadzajmy! Robienie dwóch rzeczy naraz na pewno nie jest szkodliwe, przecież funkcjonuję tak cały czas!”.
No tak, trudno sprzeczać się z tezą, że każdy z nas wie, jak jednocześnie iść i rozmawiać. Przygotowywać kolację i oglądać wiadomości. Rozmawiać przez telefon i jednocześnie zerkać na film na Netflixie. Ćwiczyć na bieżni i słuchać podcastu.

Ludzie, którzy myślą, że wykonują wiele czynności naraz, w istocie bardzo gwałtownie przełączają się z jednego zadania na drugie. I za każdym razem, gdy to robią, ponoszą koszt poznawczy takiego postępowania.


Earl Miller
neurolog z MIT

Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność, a wynika z nich jasno, wiele rzeczy można robić symultanicznie, tak aby nie szkodziły, lecz wręcz działały z pożytkiem. Na czym więc polega problem?

A na tym, że kiedy działamy na kilku frontach naraz, nasz umysł nigdy nie jest w stanie skoncentrować całej swojej mocy na tym, co akurat robimy. Nasze myśli są rozproszone niczym dzieci w sklepie z zabawkami i radośnie wędrują od jednego do drugiego tematu, obniżając poziom naszej koncentracji to tu, to tam. Jeśli czytamy książkę i oglądamy film, pewne jest, że przegapimy szczegóły jednego (lub obu). Pytanie tylko, która historia wciągnie nas bardziej: sensacyjne zbrodnie na kartach powieści czy też dramatyczne zmagania na ekranie komputera.

Kolejny nie tylko ważny, ale i wymowny przykład na to, że nie jesteśmy tak wielozadaniowi, jakby się nam wydawało, to używanie telefonu za kółkiem. G. Keller i J. Papasan w swojej książce Jedna rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnieć odkryli, że niewinna z pozoru rozmowa przez telefon nie tylko pochłania 40% uwagi kierowcy, ale może nieść za sobą konsekwencje podobne do jazdy pod wpływem alkoholu. 

Wniosek jest jeden: próba wykonywania kilku zadań jednocześnie skutkuje niższą koncentracją, która wpływa na osłabione przetwarzanie i mniejsze możliwości zachowywania w pamięci nowych informacji, co zapewne nie ułatwi nam nie tylko życia prywatnego, ale też nie stanie się przepustką na drodze do wielkiej kariery. 

Biurowy mit wydajności

Skoro o karierze mowa, zastanówmy się nad mutlizadaniowością w pracy. Na początek spójrzmy prawdzie w oczy: przed multitaskingiem trudno uciec. To kompetencja, którą musimy opanować – chociaż w pewnym stopniu.

Praca zespołowa, kontakty z kilkunastoma klientami jednocześnie (gdzie każdy z nich jest nie tylko zainteresowany innym produktem, ale i wymaga indywidualnego podejścia), naglące terminy na wczoraj i nowe zadania pojawiające się w ciągu dnia w tempie wprost proporcjonalnym do liczby wypitych kaw. Na te wszystkie wyzwania musimy reagować szybko, teraz, już, zaraz i oczywiście bezbłędnie. Jako receptę na całe zło i wszystkie asapy tego świata wybieramy zatem osławiony multitasking:

  • Piszemy maila, jednocześnie odbierając telefon.
  • Jemy lunch, próbując poprawić prezentację dla szefa.
  • Dołączamy do wideokonferencji, jednocześnie robiąc listę „to-do” na następny dzień.
  • Po pracy idziemy do teatru, gdzie wreszcie w ciszy i spokoju odpowiadamy na zaległe wiadomości.

Czy działając w ten sposób, kończymy dzień, wkraczając do sypialni okryci blaskiem chwały, a pełne aprobaty maile od szefa i klientów utulają nas do snu? Nie tym razem. Bowiem kiedy wydawało się nam, że jesteśmy superproduktywni i działamy na każdym możliwym froncie, rozprawiając się z pięcioma zadaniami jednocześnie, nasza efektywność spadła o nawet 40%.  Częściej popełnialiśmy błędy, byliśmy nieprecyzyjni i chaotyczni. Notatki zrobione podczas rozmowy telefonicznej okazały się nieczytelne, telefon odebrany w trakcie pisania maila wyleciał z pamięci, a o wrażeniach z teatru nawet nie wspomnę.

W 2017 r. dzięki Human Power ukazał się raport „Praca, moc, energia w polskich firmach”, który jednoznacznie potwierdził, że wielozadaniowość ma negatywny wpływ na czas i efektywność pracy, a nasze mózgi nie są zaprogramowane na wykonywanie kilku czynności jednocześnie (oprócz tych najprostszych zwanych też nawykowymi). 

W raporcie znajdziemy wiele interesujących i dających do myślenia danych: próbując do perfekcji opanować multitasking, polscy pracownicy tracą aż 30% dnia na wykonywaniu czynności nieprzynoszących żadnych rezultatów. Prawie 28% z ankietowanych nie mogło sobie przypomnieć, co robili poprzedniego dnia, a 42% respondentów przyznało, że ma problemy ze skupieniem się na swoim rozmówcy (współpracowniku czy kliencie), bo w tym samym czasie wykonuje kilka innych zadań.

A Ty, pamiętasz swoje zadania z wczoraj? 

Oswajamy multitasking

Dużo pisałam o negatywnych...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Nowa Sprzedaż"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy