Dziedzictwo „złotych lat 90.”: mit handlowca-zbawcy
Polska transformacja ustrojowa po 1989 r. była okresem gospodarczego „Dzikiego Zachodu”, jak kuriozalnie nie brzmiałoby to w perspektywie ledwo co wyrwania się z kultury wschodniej komuny. W warunkach nienasyconego rynku, gdzie popyt niemal zawsze przewyższał podaż, proces sprzedaży często sprowadzał się do prostego wydawania towaru lub – w bardziej zaawansowanych przypadkach – do agresywnej, opartej na charyzmie perswazji. To właśnie wtedy narodził się mit handlowca-wiarusa, „błękitnokrwistego” zdobywcy, który dzięki notesowi pełnemu kontaktów i umiejętności wypicia odpowiedniej ilości kawy (lub czegoś mocniejszego) z kontrahentem, utrzymywał całą firmę przy życiu.
W tamtej rzeczywistości działy sprzedaży faktycznie czuły się uprzywilejowane, a zarządy często podsycały to poczucie odpowiednią narracją. Marketing postrzegany był jako „koszt” – ludzie od ulotek i ładnych obrazków, którzy nie rozumieją „prawdziwego życia” na froncie. Z kolei działy produktu czy analizy były traktowane jak zaplecze techniczne, które ma po prostu dostarczyć cokolwiek, co handlowiec zdoła opchnąć, oczywiście według wytycznych od samego handlowca, bo to on decyduje, co, komu i jak będzie opychał. Narracja o „zarabianiu na ZUS dla reszty firmy” nie była tylko złośliwością, lecz fundamentem kultury organizacyjnej wielu polskich przedsiębiorstw.
Jednak świat, w którym „nieważne jak mówią, ważne by mówili”, a sprzedawca był jedynym panem i władcą procesu zakupowego, bezpowrotnie minął. Dzisiejszy...
Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów
- 6 wydań magazynu "Nowa Sprzedaż"
- Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
- Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
- Dostęp do czasopisma w wersji online
- ...i wiele więcej!