Dołącz do czytelników
Brak wyników

Felieton , Otwarty dostęp

13 lutego 2020

CZY WKRÓTCE WSZYSCY STRACIMY PRACĘ, BO ZASTĄPIĄ NAS MASZYNY?

28

„Kiedy czyta się gazety, nie można oprzeć się wrażeniu, że bolączką naszych czasów są dwa problemy: inwazja komputerów (...). To prawda, i zdaję sobie z tego sprawę”. Tymi słowami włoski filozof Umberto Eco rozpoczął jeden ze swoich felietonów, który ukazał się światu w 1986(!) r. Minęło ponad 30 lat, a wciąż słyszymy to samo: zastąpią nas maszyny – wraz z rozwojem sztucznej inteligencji firmy przestaną potrzebować pracowników-ludzi i bezrobocie na świecie wzrośnie, bo ludzie przestaną być opłacalni... 

Gdzie leży prawda? Czy wszyscy powinniśmy zakładać własne firmy, żeby nie miał nas kto zwolnić, a może musimy szybko się przebranżawiać, żeby nie wygryzły nas roboty? Czy są jeszcze takie branże, w których nie używa się automatyzacji? I, co najważniejsze, czy uda nam się iść ramię w ramię z robotami i sztuczną inteligencją na tyle sprawnie, żebyśmy nie padli ofiarą powstania maszyn rodem z filmu Ja, Robot? Jeśli kojarzysz, kim jestem, pewnie teraz uśmiechasz się pod nosem. Co taki Marek Piasek, który od lat prowadzi własne biznesy i nikt go nie zatrudnia, człowiek, który współtworzy platformę do budowania chatbotów, może wiedzieć o niepewności zatrudnienia wywołanej automatyzacją procesów? Możesz mieć rację, mogłem już zapomnieć. Ale za to mogę podzielić się z Tobą tą drugą perspektywą – pracodawcy, który zatrudnia specjalistów i jest ogromnym zwolennikiem automatyzacji. Ale najpierw liczby. W zeszłym roku McKinsey & Company przy współpracy Forbes Polska wydało raport dotyczący potencjału automatyzacji w Polsce. Okazuje się, że aż 49% czasu pracy poświęca się na czynności, które mogą zostać zautomatyzowane. Wykorzystanie tego potencjału może stworzyć (tak, dla nas ludzi) 7,3 mln miejsc pracy i wygenerować 15% wzrostu PKB do 2030 r. Dzięki automatyzacji procesów wzrośnie produktywność i zapotrzebowanie na nowe technologie – i stąd nowe miejsca pracy. W moich firmach automatyzacja oznacza jedno – efektywność. Czas, który jeszcze rok temu poświęcaliśmy np. na wysyłki do bazy kontaktów liczącej kilkaset tysięcy pozycji, inwestujemy teraz w specjalizację i wzrost kompetencji. Wszyscy w naszym zespole wolą szukać rozwiązań automatycznych i optymalnie je wykorzystywać. Pozwalają one rozwijać się nam i naszej firmie, a co za tym idzie – także klientom korzystającym z naszych produktów i usług. Powiem więcej: dzięki automatyzacji powtarzalnych obowiązków mogliśmy zmniejszyć zespół wspierający sprzedaż i umożliwić osobom, które go zasilały, przejście na pozycje ściślej wiążące się z ich zainteresowaniami i planami rozwoju.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Automatyzacja = oszczędność czasu = więcej pieniędzy. Oddanie prostych, powtarzalnych czynności da nam możliwość dalszego rozwoju kompetencji; nie różni się to niczym od wprowadzenia maszyn ułatwiających uprawę pól czy komputerów, które są w stanie pomieścić i szybko znaleźć informacje, których kiedyś trzeba było godzinami szukać w archiwach.

Co przejmą od nas maszyny? Ocenia się, że będą to czynności fizyczne w przewidywalnym (75%) i nieprzewidywalnym (39%) otoczeniu oraz zbieranie (65%) i przetwarzanie (71%) danych. Prawdą jest, że zbyt szybkie wprowadzenie automatyzacji w Polsce i na świecie spowodowałoby wzrost bezrobocia; osoby, których praca może być zautomatyzowana potrzebują bowiem czasu, żeby nabyć nowe kompetencje, czego więc będzie potrzebować od nas rynek przyszłości? Mamy dwie drogi, aby przegonić maszyny: zapanować nad nimi albo stać się możliwie najbardziej ludzkim. Co przez to rozumiem? Kompetencje, które zyskają na znaczeniu wraz z automatyzacją procesów, to umiejętność pracy z technologią, np. obsługa robotów, programowanie, i umiejętności miękkie, czyli m.in. kreatywność, praca w zespole i zarządzanie. Istotna będzie również znajomość  języków obcych, ale wątpię, że może to jeszcze kogoś dziwić. Reasumując, globalnie i długoterminowo, nie mamy się czego bać. Czy więc Eco się mylił? Sądzę, że nie jest to kwestia rozpoznania sytuacji (inwazja komputerów), a raczej właściwego rozumienia jej skutków – w następnych akapitach jego felietonu przeczytać bowiem można, że jego problemy w podróży wynikały z tego, że obsługa hotelu nie znała angielskiego, a komputer nie działał. Nie bójmy się więc o nasze zatrudnienie i o to, czy Will Smith pokona roboty również w rzeczywistości. Jutro i za kolejne 30 lat będziemy mieli gdzie pracować, a maszyny nam w tym pomogą! 

Przypisy